Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

September 14 2011

20:34
Czarne biedronki w czerwone kropki.

September 09 2011

20:21

kuchnia, 22.15

Mówią, że weekend będzie piękny i słoneczny. Może. 

Tymczasem wieje zimnym wiatrem z zachodu, wieje pod słońce. Łzawią oczy i marzną ręce.

Wieczorem naleśniki z dżemem z malin i truskawek, zielona herbata z pomarańczą, Achmatowej wiersze i portrety, zdjęcia odlatujących żurawi. 

O to mi najbardziej chodzi w jesieni: o tę intymność zwyczajności, która staje się treścią każdego gestu. O to rozpaczliwe trzymanie się przy życiu w obliczu nadchodzącej katastrofy, o czułość, którą dni przepełniają się same. Nie da się przeżyć jesieni bez miłości. Nawet, jeżeli to ta nieszczęśliwa, zdradzona czy niewydarzona kompletnie i fiasko zupełne, cóż. Być musi. 

Lubię jesienne zawieszenie. Błyszczące od deszczu chodniki w mieście, ciemną, ciężką noc za oknem na wsi. To wtedy zapadam na serce, gdzieś między rozkoszą barw października a rześkim chłodem listopada. Noce są długie, więc długo rozmyślam.

Potem maluję paznokcie i zjadam kolejne jabłko. 

August 22 2011

01:00

trzecia w nocy.

słucham piosenek o miłości.

piję zieloną herbatę.

bezwzględnie trzeźwieję.

August 04 2011

07:38
jeżeli miasta, to w deszczu

July 19 2011

19:54
Play fullscreen
dawno, dawno temu...


robiłam to nagminnie. Piętnaście lat później znów wlazłam w pokrzywy. 

July 18 2011

20:30

kiedy

czuję muśnięcia włosów na ramionach, przypadkowe, ale powtarzające się coraz częściej, muśnięcia jak lekki dotyk, pieszczota, wyznanie (bo jeśli kochać, to zaczynając od ramion), kiedy kosmyki zaczynają się huśtać, tańcują po piegach, jeszcze nie często, ale już zauważalnie, znaczy to, że trzeba zajrzeć w kalendarz i znaleźć  dogodny termin na pójście do fryzjera. 

Bo i po co miałabym sobie przypominać, jak to było i myśleć, jak nie jest.

July 17 2011

22:58

niedziela

Jak mieć kaca, to tylko w domu, pomyślałam tydzień temu, po powrocie z W. (gdzie byłam całe 10 godzin), nad ranem, jeszcze w stanie wskazującym. Poszłam spać, a kiedy wstałam, O. zrobiła mi pyszną kawę i jeszcze lepszą jajecznicę, na obiad był cudowny rosół, a dzień rozplatał się jak dobierańce, które mama robi mi z moich przykrótkich na takie kaprysy włosów.

Dziś obudziłam się późno, najpóźniej, znów na kacu, bo wszystko przez to wczorajsze ognisko. Na obiad był rosół (niedziela bez rosołu jest oszukaną niedzielą), a resztę dnia spędziłam w kuchni na graniu (w scrabble, rummy, karty), zmywaniu i gotowaniu. Makaron muszle z kurczakiem w śmietanowo-czosnkowo-imbirowej marynacie, z  mozzarellą i mascarpone, w sosie pomidorowym - niebiański. Niebiańskie jest również manie piekarnika w kuchni.

Wrócę do W. gruba i szczęśliwa. A potem będę tęsknić. 

July 10 2011

15:57
It’s too painful to think of you in the same place with your life going on in the same way, minus me. And to think of you not there, you somewhere else but I don’t know where that is, is worse.       
— Alice Munro

July 05 2011

21:23

porcja vs słońce

Świeciło w sumie może ze dwie godziny.
.
.
.
.
.
Plecy poległy.

June 30 2011

22:57
3789 d7a3 500
Reposted frompeace peace viaszumyztrzaskow szumyztrzaskow
22:33

the meaning of life

Czasem, znaczy dziś, wydaje mi się, że sens życia to dobry chleb. Mamy tu piekarnię, do której, lat mając pięć, chodziłam z tatą po pachnący i gorący chleb. Skórkę zjadałam po drodze. 

Przez następnych osiemnaście lat piekarnia była zamknięta.

A teraz znów się otworzyła, chleb robią taki, że można ten okrągły, kilogramowy bochenek, z porządną warstwą mąki na spodzie, zjeść cały, za jednym posiedzeniem. Z masłem, pomidorami, pieprzem i solą.

Później, później można już umierać.

June 29 2011

21:41

z pominięciem pomniejszości

1. Śniadanie.
2. Pięciogodzinne zakupy z pizzą w roli obiadu. 
3. Ogarnięcie parteru domu.
4. Wstawienie prania.
5. Ogarnięcie piętra domu.
6. Wywieszenie prania.
7. Przesadzenie aloesu. Muszę mu dać jakieś imię. 
8. Wizyta cioci.
9. 3 koszyczki truskawek, nazbierane. Na szczęście w 3 osoby.
10. Ponowne ogarnięcie parteru domu.
11. Pozbieranie prania.
12. Zrobienie kolacji.
13. 3 godziny prasowania.

A mówili, że umrę z nudów. Jutro malujemy klatkę schodową i kładziemy tapetę w przedpokoju. Haha.

June 28 2011

23:29
Czas jednak istnieje i nabił mi 23 na liczniku.

5 lat po osiemnastce mama upiekła mi identyczny tort, tylko 3xmniejszy, wieczorem przy ognisku była ta dzieciata część naszej rodziny, więc piłam wódkę, bawiłam się w chowanego, robiliśmy w szóstkę "kanapkę", a to na A., a to na D., a to na M., a to na mnie, ganialiśmy się jak nienormalni, a A. wrzucał mi starym, sprzed 10 lat zwyczajem, chrabąszcze za bluzkę.

Od przejedzenia czereśniami boli mnie brzuch.

I co z tego. Było pięknie.

(Idę na balkon sprawdzić, czy nikt mi moich gwiazd nie pokradł, zachęcony rozluźnieniem obyczajów).

June 27 2011

18:38
Borze. Jaka ja jestem szczęśliwa. Maluję paznokcie na wszystkie kolory Amy Pond pijąc piwo z matką i ciotką, smaruję przypieczoną skórę (tym razem prawa strona szyi) balsamem kozie mleko, czekam na sms od sąsiadki, że idziemy na przystanek, naprawiam Internet, miażdżę truskawki na słodką słońcem masę. Kupiłam dziś białą lnianą sukienkę w czerwone kwiaty.

Czas nie istnieje.

June 26 2011

20:08
Przesłodzony koktajl z truskawek, bluza młodszej siostry, troczki nawijam na palce. Gapię się w ciemne niebo i chowam za koroną orzecha, żeby nikt nie zobaczył, że wracają do mnie przeszłe dni, że niewiele pamiętam, ale i tak mi się podobają te wspomnienia.

Potem wstaję, zamykam dokładnie okno, bo boję się, że ktoś wejdzie na balkon, a z tego balkonu do mojego pokoju, i mnie zje.

Księżniczkę, co powinna siedzieć w wieży z murów na pięć metrów grubych, bo ledwie wyjdę na słońce, już mnie poparzyło, kto to widział.

June 24 2011

21:31
Spaliłam sobie łydkę. Na czerwono. Jest teraz sprężysta i szczypie.

Ogarnęłam też częściowo ten rozgardiasz, którego nabawiłam się wczoraj, nieroztropnie wnosząc na górę wszystkie swoje torby. 

I posiałam gdzieś książkę-prezent.

Co ja to ja, prawda.

Będę pięknie cierpieć przez całą noc i najbliższe trzy doby. Z wdziękiem i krasą. Nogą. <3
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl